Pokazywanie postów oznaczonych etykietą produkty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą produkty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 października 2013

Z surowej czekolady


Gdy na dworze coraz chłodniej i przez okno zaglądają jesienne mgły, warto mieć pod ręką coś słodkiego na poprawę często depresyjnego o tej porze roku nastroju. Nic tak nie działa na dobry humor jak czekolada, która powoduje wydzielanie endorfin zwanych potocznie hormonami szczęścia. Ostatnio w moje ręcę trafiły oryginalne słodycze o nazwie Cocoa wytwarzane z surowej czekolady. Przyznam szczerze, że wcześniej o takiej nie słyszałam. Przyrządza się ją z nieprażonych ziaren szlachetnego peruwiańskiego gatunku kakaowca o nazwie Criollo. Produkcją tych niezwykłych słodyczy zajmuje się mała polska firma SuroViotal. Właściciele sami sprowadzają potrzebne surowce bezpośrednio z ekologicznych upraw z Ameryce Południowej i Azji. Również sami opracowali technologię produkcji, która odbywa się w niewielkiej manufakturze. W ofercie znajduje się klasyczna gorzka czekolada oraz czekolady z egzotycznymi owocami: morwą, wiśnią acai czy jagodami goji. Zakład produkuje także rozmaite owoce i orzechy we wspomnianej surowej czekoladzie oraz surowe kakao. Wszystkie produkty mają eleganckie opakowania, których nie powstydziłyby się zagraniczne ekskluzywne marki i do tego niewygórowane ceny, wyższe jednak niż czekolady znanych polskich firm. Warto jednak spróbować tych oryginalnych i doskonałych gatunkowo słodkości, ponieważ wszystkie zachwycają smakiem a surowa czekolada jest praktycznie nieznana w Polsce. Ja zostałam jej fanką!

Więcej informacji o słodyczach i technologii produkcji na stronie: www.rawcocoa.pl. 


sobota, 13 lipca 2013

Słodkie pamiątki z wakacji

Wakacje w pełni, a ja jeszcze nie mam pomysłu, gdzie w tym roku spędzimy rodzinny urlop: czy nad Bałtykiem czy też wybierzemy się gdzieś do ciepłych krajów. Lubię podróżować po Polsce, jednak kapryśna pogoda sprawia, że coraz częściej wypoczywamy na zagranicznych plażach. Lubię ze wszystkich podróży przywozić upominki dla rodziny i przyjaciół. Ponieważ nie znoszę tandety w stylu barometrów upstrzonych muszelkami, czy też "bursztynów na nalewkę" (które widziałam nawet w Szklarskiej Porębie!), zazwyczaj kupuję lokalne produkty spożywcze: sery, wina, miody czy wody zdrojowe. Takie prezenty wymagają jednak znajomości upodobań kulinarnych osób, które mają zostać obdarowane. Na mniej zobowiązujące podarunki najlepiej nadają się słodycze. W Bułgarii kupowałam różane galaretki w pudełkach ozdobionych zjęciami ciekawych miejsc czarnomorskiego wybrzeża. Słodycze są doskonałym pomysłem na promowanie zabytków i turystyki. Zauważyłam, że pomysł ten powoli zaczyna się sprawdzać także w naszym kraju.
Najpopularniejsze są oczywiście wszelkiego rodzaju czekolady i czekoladki. Duże firmy cukiernicze od lat starają się przygotowywać swoje produkty w wersjach dla turystów. Prym wiodą warszawski Wedel i krakowski Wawel. Wedel od dawna ma w ofercie elegancką bombonierkę w metalowym pudełku z Pominikiem Chopina w Łazienkach na wieczku. Przed rewitalizacją parku w Żelazowej Woli firma prowadziała tam pijalnię czekolady, w której można było kupić specjalne tabliczki czekolady z wizerunkiem Chopina. Obecnie takie czekolady również sprzedawane są w Żelazowej Woli (w "Chopin Store"), ale pochodzą od lokalnego producenta. Z kolei Wedel niedawno rozszerzył swój asortyment czekolad o tabliczki w opakowaniach z najważniejszymi zabytkami wszystkich większych miast Polski. Podobne czekolady ma w swojej ofercie Wawel - pudełka zdobią akwarele z widokami zabytków, rynków i uliczek, także z mniejszych miejscowości. Z kolei podczas ubiegłorocznej wizyty we Wrocławiu znalazłam śliwki w czekoladzie oraz orzechy w czekoladzie w opakowaniach z motywami z "Panoramy Racławickiej".

Czekolady Wedla z wizerunkami polskich miast (fot. A. Gadecka)
Słodycze Wedla z motywami varsavianistycznymi
Czekolady z podobizną Fryderyka Chopina dostępne w "Chopin Store" w Żelazowej Woli
Śliwki w czekoladzie promujące "Panoramę Racławicką" (do kupienia w muzealnym sklepiku z pamiątkami)
Drugim najchętniej łączonym z turystyką produktem cukierniczym są w Polsce cukierki krówki - jeden z naszych rodzimych produktów eksportowych, bardzo chętnie kupowanych przez gości z zagranicy. Najbardziej znane są krówki z Milanówka, bowiem to właśnie tamtejsza wytwórnia tych cukierków założona przez Feliksa Pomorskiego po raz pierwszy je wyprodukowała (przed wojną działała w Poznaniu, a od czasów okupacji hitlerowskiej w Milanówku). W Kazimierzu Dolnym widziałam "Krówki Kazimierskie", oczywiście zapakowane w pudełka z widokiem malowniczego Rynku, natomiast podczas wizyty w Łowiczu kupiłam opakowanie "Krówek Łowickich" w pudełku przypominającym skrzynię łowicką, łowickiego producenta słodyczy.

Krówki łowickie
Podczas moich wakacyjnych wojaży będę się oczywiście rozgladać za słodyczami promującymi rozmaite regiony Polski, a także zagraniczne ciekawostki turystyczne, do czego wszystkich także zachęcam.

piątek, 31 maja 2013

Boże Ciało w Łowiczu


Wczorajsze święto Bożego Ciała spędziliśmy w Łowiczu uczestnicząc w przepięknej i niezwykle barwnej procesji. Urzekły mnie Łowiczanki w ludowych strojach -  odświętnie ubrane, w wieku od kilku do kilkudziesięciu lat. Najpiękniejsza była około roczna dziewczynka w regionalnym stroju, która dzielnie dreptała pomiędzy uczestnikami procesji.
Miasto pragnie przy okazji zrobić z obchodów święta atrakcję turystyczną, dlatego uroczystości religijnej towarzyszył ludowy jarmark z rękodziełem. Jednym z wystawców był lokalny producent ręcznie robionych pierników, które znam już z innych festynów ludowych na terenie Mazowsza. Moi synowie uwielbiają te pierniczki. Tym razem na stoisku obok zwierzątek, aut, pociagów i serduszek pojawił się okolicznościowy akcent, czyli pierniki upieczone specjalnie na łowickie Boże Ciało. Uważam to za doskonały pomysł, bowiem słodycze są jednym z najwdzięczniejszych sposobów promowania turystyki, a pierniki nie dość, że pyszne to jeszcze niezwykle oryginalne!




poniedziałek, 20 maja 2013

Kostarykańska kawa i paella z owocami morza


Wstałam dziś rano i zaparzyłam sobie świeżo zmieloną kawę z dopiero co palonych ziaren przywiezioną przez moją przyjaciółkę z ostatniej egzotycznej wyprawy do Kostaryki. Kupiła ją w jednej z najstarszych palarni kaw w stolicy kraju San José (więcej na temat palarni na oficjalnej stronie www.cafevolio.com). Uprawa kawy jest jedną z najważniejszych gałęzi przemysłu rolnego w Kostaryce. Kawa rośnie tam na wulkanicznych glebach i na dużych wysokościach, co powoduje, że jej ziarna są dobrego gatunku i dzięki temu kostarykańska kawa znana jest na całym świecie. Świeżo palona ma zaledwie trzymiesięczny okres przydatności do spożycia. Charakteryzuje się intensywnym aromatem i niezwykłym smakiem.

Kawa i piwo z Kostaryki
Gdy umawiałyśmy się w weekend na kostarykański wieczór zastanawiałam się, jaką potrawę przygotować na ciepłą kolację. Niewiele wiem o kuchni tego kraju, poza tym pewnie musiałabym się nieźle nabiegać po Warszawie, by znaleźć świeże platany czy pataty (te ostatnie widziałam chyba na stoisku warzywnym w Arkadii vis a vis sklepu Leroy Merlin). Ponieważ Kostaryka przez prawie trzysta lat pozostawała pod panowaniem Hiszpanii, postanowiłam zrobić paellę - jedno z najbardziej znanych dań kuchni hiszpańskiej. Okazało się, że był to doskonały wybór, ponieważ w Kostaryce również się ją jada.
Paella jest daniem wieloskładnikowym, gdzie obok siebie wystepują zarówno owoce morza jak i rozmaite gatunki mięsa (przede wszystkim drób i mięso królicze) oraz wędlin (kiełbasa chorizo). Jest to paella valenciana. Ja jednak najbardziej lubię wersję z samymi owocami morza zwaną paella marinera. I to własnie taką paellę przygotowałam na sobotnie spotkanie z Kostaryką w tle.

Składniki:

ok. 250 g ryżu
1 litr bulionu
ok. 1 kg owoców morza (krewetki, kalmary, małże)
2 zielone papryki
1 cebula
1/2 kg pomidorów
100 g ugotowanego zielonego groszku
4-6 ząbków czosnku
2 łyżeczki ostrej papryki w proszku
2 szczypty szafranu
oliwa do smażenia

Na patelni rozgrzać oliwę i wrzucić do niej posiekany drobno czosnek. Chwilę smażyć, następnie dodać szafran, a gdy czosnek się zrumieni dodać pokrojoną w kostkę paprykę oraz cebulę pokrojoną w półplasterki. Gdy warzywa zmiękną, dodać pomidory obrane ze skórki, następnie dołożyć ryż i podlać połową bulionu. Gotować na dużym ogniu kilka minut, aż ryż wchłonie bulion. Następnie dołożyć wymyte dokładnie owoce morza i groszek oraz podlać pozostałą częścią bulionu. Gotować ok. 10 min., aż ryż całkiem zmięknie. Usunąć małże, które się nie otworzyły. Doprawić papryką w proszku i wszystko wymieszać. Podawać w naczyniu, w którym paella była przygotowywana.

Paella marinera



środa, 20 lutego 2013

Nie tylko oscypek


Podczas moich corocznych wyjazdów w góry - czy to letnich, czy zimowych - staram się jeść jak najwięcej serów, zwłaszcza miejscowych. Utarło się, że będąc w rejonach górskich koniecznie trzeba spróbować oscypków czy też serów zbliżonych do oscypków. Niestety z roku na rok oscypki sprzedawane zwłaszcza na Podhalu są coraz mniej smaczne. Dlatego właśnie częściej kupuję bundz i bryndzę, choć i te nie u wszystkich sprzedawców mi smakują. W Krynicy natomiast odkryłam rewelacyjny twardy ser dojrzewający wykonany w 100% z mleka owczego. Jego smak przypomina bułgarski kaszkawał.
Ser nie ma własnej unikalnej nazwy. Produkuje go niewielka mleczarnia należąca do Romana Kluski. Sery produkuje się tam z surowego mleka niepasteryzowanego pochodzącego z jednego stada owiec, bez żadnych dodatków np. mleka krowiego. Sery dojrzewają w warunkach naturalnych przez określony czas, bez procesów przyspieszających produkcję. Ja jadłam jedynie ser dojrzewający około jednego roku, ale w ofercie mleczarni można znaleźć także sery, które dojrzewają pomiędzy 1 i 2 lata lub nawet 2 i 3 lata. Cena takiego sera jest dość wysoka, jednak warto go spróbować, ponieważ jest czymś zupełnie innym niż góralskie produkty mleczne, które znamy z Krupówek czy spod Gubałówki. Dodatkowym atutem jest eleganckie opakowanie. Sery idealnie nadają się na prezenty z pobytu w górach.



Listę miejsc, gdzie sprzedawane są takie sery można znaleźć na oficjalnej stronie producenta: www.prawdziwejedzenie.pl.

niedziela, 1 lipca 2012

Euro 2012 od kuchni


Dziś w Kijowie finał Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA Euro 2012. Przez trzy tygodnie niemal cała Polska fascynowała się futbolem, natomiast fakt, że nasz kraj był współorganizatorem tej imprezy sprawił, że Euro widoczne było nie tylko w telewizyjnych relacjach ze stadionów, na ulicach polskich miast czy w reklamach, lecz trafiło także do kuchni - po pierwsze za sprawą sponsorów związanych z branżą kulinarną jak Coca Cola, McDonald's czy nasz krajowy Wedel, po drugie zaś wiele firm postanowiło wypromować swoje produkty przy okazji tej imprezy sportowej.

Stoisko z produktami Wedla

I tak mieliśmy bułeczki w kształcie piłek:

Futbolowe bułeczki

a także całą gamę produktów spożywczych, które przyozdobiły swoje etykiety lub dostosowały nazwy do piłkarskiego święta jak np. kabanosy, serki czy nawet soczki jednodniowe z marchwi z piłkami na etykietce czy Jogurt Mistrzów jednej z firm mleczarskich.

Przekąski idealne na mecz przed telewizorem

Także witryny wielu sklepów miały w ostatnim czasie specjalny wystrój na Euro.

Witryna Delikatesów przy Nowym Świecie
Piekarnia Nowakowski  przy ul. Żelaznej

Spotkałam się z wieloma przeciwnikami promowania się przez firmy spożywcze i nie tylko w ten sposób. Ludzie mówili, że mają przesyt piłki nożnej, bo gdzie się nie obejrzeć tam widać motywy piłkarskie. Mi się podobało. Pomijając fakt, że przecież każdy chciał przy okazji Euro zarobić, to niektórzy byli na prawdę pomysłowi. Moja ulubiona aranżacja to piłkarski afisz Piekarni Nowakowski.
Następną okazją do promocji będą przyszłoroczne Mistrzostwa Europy w Piłce Siatkowej Mężczyzn, których współorganizatorem również jest Polska. Ciekawa jestem czy będzie im towarzyszył podobny rozmach jak przy okazji Euro 2012.

niedziela, 22 kwietnia 2012

Sałatka meksykańska i mezcal


Moja przyjaciółka zaprosiła nas dziś na degustację mezcalu przywiezionego z Meksyku. Mezcal to tradycyjna wódka meksykańska produkowana z łodyg agawy. Do butelek wrzuca się gąsienice gusano żerujące na agawach. To ponoć one nadają mezcalowi charakterystyczny smak.
Pomyślałam, że skoro mamy próbować meksykańskiego trunku, dobrym dodatkiem będzie słatka meksykańska, która kiedyś była obowiązkowym składnikiem menu wszystkich naszych spotkań wśród znajomych, a która ostatnio popadła nieco w zapomnienie.

Składniki:

1 pierś z kurczaka (ok. 1/2 kg)
1 puszka czerwonej fasoli
Sałatka meksykańska
1 puszka kukurydzy
1 zielona papryka 
1 czerwona papryka

Sos:
1/2 szklanki majonezu
1/2 szklanki jogurtu naturalnego
2 łyżeczki koncentratu pomidorowego
1 łyżeczka kolendry
1 łyżeczka ostrej papryki
1 ząbek czosnku
sól
pieprz
kilka kropel sosu tabasco

Pierś udusić. Gdy ostygnie pokroić w kostkę. Paprykę umyć, wyczyścić z nasion i również pokroić w kostkę. Fasolę odsączyć i zmiażdżyć. Kukurydzę odsączyć. Wymieszać wszystkie składniki. 

Przygotować sos: majonez wymieszać z jogurtem i koncentratem pomidorowym, doprawić solą, pieprzem, kolendrą i ostrą papryką oraz czosnkiem przeciśnietym przez praskę, na końcu dodać sos tabasco zgodnie z preferencjami smakowymi.

Dodać sos do sałatki i odstawić na godzinę do lodówki.

Mazcal piłam pierwszy raz w życiu i mam mieszane uczucia. Ma bardzo specyficzny smak, do którego chyba trzeba się po prostu przyzwyczaić. Poza tym nie jestem fanką wódek. Zaspokoiłam swoją ciekawość i myślę, że to wystarczy. Natomiast sałatkę zjadłam z prawdziwą przyjemnością!

Mezcal, limonki oraz meksykańska sól z dodatkiem chili i sproszkowanych owadów