niedziela, 29 lipca 2012

Sałatki ze świeżych pomidorów


Znowu upał i znów nie mam ochoty na żaden ciepły obiad. A ponieważ sezon na pomidory w pełni, moja mama jak co roku robi przeciery pomidorowe do słoików na zimę, a ja pomyślałam, że zrobię jakąś sałatkę wykorzystującą jako składnik świeże pomidory. Przepisów jest całe mnóstwo, poczynając od naszej tradycyjnej polskiej sałatki z pomidorów i ogórków z cebulką, przez tabule, aż po rozmaite mieszanki warzyw rodem z południa Europy. I właśnie te ostatnie lubię najbardziej, a trzy z nich szczególnie. To bułgarska sałatka szopska, caprese rodem z Włoch i oczywiście sałatka grecka.

Sałatka szopska

To bez wątpienia najbardziej rozpoznawana potrawa kuchni bułgarskiej. W Bułgarii jada się ją głównie jako przystawkę, jednak serwowane w tamtejszych restauracjach porcje są tak olbrzymie, że spokojnie wystarczy jako obiad, zwłaszcza latem, gdy temperatury siegają powyżej 30 stopni C. W Polsce jadłam tę sałatkę w restauracji tylko raz w knajpie o nazwie "Bulgaria Magica". Była smaczna, ale porcja o połowę mniejsza niż nad Morzem Czarnym. Sałatka jest jednak tak prosta do wykonania, że spokojnie można ją przygotować samodzielnie w domu.

Składniki:

40 dag czerwonej papryki
20 dag pomidorów
15 dag ogórków
15 dag czerwonej cebuli
ser sirene
oliwa
sól
pieprz

Paprykę pokroić w paski i usmażyć na oliwie. Odstawić, aby wystygła. Pomidory pokroić na osiem części. Ogórki pokroić w kostkę, a cebulę w plasterki. Wszystkie warzywa wymieszać, dodać do smaku sól i pieprz, następnie skropić niewielką ilością oliwy. Posypać startym lub pokruszonym serem solankowym. W supermarketach bez problemu można kupić bułgarski ser sirene, ale można też zstąpić go każdym serem bałkańskim typu feta.

Sałatka szopska

Sałatka grecka

To chyba najbardziej znana sałatka świata! W Polsce zrobiła niesamowitą karierę. Gości na naszych stołach podczas bankietów, wesel czy innych uroczystości rodzinnych. Może dlatego, że jest prosta do wykonania i niezwykle smaczna. Skład jest bardzo podobny jak w sałatce szopskiej, ale zamiast papryki dodaje się do niej czarne oliwki. Zawsze kiedy jadłam sałatkę grecką w Polsce była ona przyrządzona z pokrojonych w kostkę warzyw z pokrojoną w kostkę fetą i wszystkie składniki były wymieszane. Tymczasem w Grecji serwuje się ją nieco inaczej. Warzywa ułożone są warstwami, polane oliwą, a na samej górze kładzie się spory plaster fety. Szybciej i prościej. Może właśnie o to chodzi? W obu wariantach smakuje jednakowo wyśmienicie.



Caprese

Caprese bardziej niż na obiad nadaje się na przystawkę. Jest to połączenie pomidorów, sera mozzarella i świeżej bazylii. Zestawienie nie jest przypadkowe, są to przecież kolory Włoch! W oryginale sałatkę polewa się jedynie oliwą, jednak wiele gospodyń ulepsza sos własnymi składnikami. Ja dodaję czosnek. Mój tata z kolei zamiast oliwy stosuje majonez i jest to co prawda zupełnie inna sałatka, jednak równie przepyszna.

Składniki: 

pomidory
ser mozzarella w proporcji: 1 kula sera na 2 pomidory
świeża bazylia

Sos:

oliwa z oliwek
sok z cytryny
czosnek
sól
pieprz

Pomidory i mozzarellę pokroić w plastry. Bazylię podzielić na pojedyncze listki. W kubeczku wymieszać oliwę z sokiem wyciśniętym z cytryny. Dodać czosnek przeciśnięty przez praskę i doprawić do smaku solą i pieprzem. Na każdym plastrze pomidora układać po plastrze sera i listku bazylii. Polać wszystko przygotowanym wcześniej sosem.

Caprese - wersja z oliwą

Caprese wg mojego taty - wersja z majonezem i pikantną pastą paprykową

sobota, 21 lipca 2012

Sezon na kurki


Dziś w mojej kuchni rządzą kurki. Na śniadanie była jajecznica na kurkach, a na obiad jedno z moich ulubionych dań - kurki po sabaudzku.
Kilka lat temu moje ciocie z Poznania przysłały mi kilkanaście książeczek z przepisami Piotra Bikonta i Roberta Makłowicza. Seria o nazwie "Nowoczesna kuchnia polska Makłowicza i Bikonta" była dodatkiem do jakiejś lokalnej gazety. Przepisy podzielone są tematycznie według rodzajów mięs, odzielnie są zupy, przetwory, desery czy przekąski. Ja najbardziej lubię części poświęcone baraninie i jagnięcinie oraz grzybom. A ponieważ właśnie zaczął się sezon na kurki, więc po raz pierwszy w tym roku zrobiłam kurki po sabaudzku. Jest to potrawa z rodzaju tych, których smaku nigdy się nie zapomina. Według przepisu naszych znakomitych szefów kuchni jest to samodzielne danie nie wymagające żadnych dodatków, ja jednak stosuję je jako sos do makaronu. Rewelacja!

Składniki dla 4 osób:

1 kg kurek (mniejszych nie trzeba kroić, większe wystarczy przekroić na pół)
150 g surowego wędzonego boczku
2 łyżki oliwy
1 duża cebula
100 ml białego wytrawnego wina
1 pęczek natki pietruszki
250 ml kwaśnej śmietany 18%
200 g tartego gruyera lub parmezanu
sól
świeżo starta gałka muszkatołowa
świeżo zmielony biały pieprz

Na patelni rozgrzać oliwę, dodać pokrojony w drobną kostkę boczek, lekko zrumienić. Dodać drobno posiekaną cebulę i grzyby, dusić razem ok. 5 min. Wlać wino, na dużym ogniu odparować większość płynu, zmniejszyć ogień i dusić na małym ogniu częściowo pod przykryciem, dodając posiekaną natkę i doprawiając do smaku solą i pieprzem. W rondelku zagotować śmietanę, wsypać ser, mieszając gotować aż powstanie gładki sos. Doprawić do smaku gałką muszkatołową, wlać do kurek, dusić razem 2 min.

Jeśli ma to być sos do makaronu, to wystarczy połowa powyższych składników. Ja nie dodaję natki pietruszki, ponieważ za nią nie przepadam, ale muszę przyznać, że do tego przepisu pasuje znakomicie.

Polecam nie tylko zapalonym grzbiarzom. Kurki bez problemu można kupić w każdym supermarkecie czy na bazarku.

Jajecznica na kurkach

Makaron z kurkami po sabaudzku

niedziela, 15 lipca 2012

Graduacja na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych UW


Wczoraj, podobnie jak rok temu, miałam przyjemność brać udział w uroczystym zakończeniu roku akademickiego połączonym z wręczeniem dyplomów absolwentom Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, które miało miejsce w ogrodach Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego. To bardzo podniosłe wydarzenie, które młodzi ludzie kończący studia będą na pewno pamiętać do końca życia, nic więc dziwnego, że zapraszają na nie całe swoje rodziny. Absolwenci byli uroczyście ubrani, w togi i birety. Dyplomy odbierali z rąk Pani Rektor oraz Dziekana Wydziału przy udziale swoich promotorów, potem rzucali biretami w górę na szczęście. Było też pamiątkowe zdjęcie na tle Biblioteki.
Po części oficjalnej wszyscy zostali zaproszeni na poczęstunek. Catering przygotowała chyba ta sama firma, co w ubiegłym roku, a serwowanych potraw było jeszcze więcej niż rok temu. Zawsze mam mieszane uczucia odnośnie poczęstunków na tego typu imprezach plenerowych, bowiem zazwyczaj przygotowywane są bardzo oszczędnie, często jedynie do spożywania na stojąco, a posiłki z podgrzewaczy nie zawsze są smaczne.  Tu jednak wszystko było znakomicie przygotowane. Namioty, elegancko przybrane stoły i krzesła w części dla kadry i naprawdę przepyszne jedzenie. W podgrzewaczach znalazło się kilka ciepłych potraw: polędwiczki wieprzowe w sosie grzybowym z łazankami, łosoś w sosie koperkowym, pierogi, mini szaszłyki z kurczaka z ananasem i śliwką, boczek z suszoną śliwką, kaczka z jabłkami i żurawiną oraz ziemniakami. Do tego kilka rodzajów sałatek, nadziewane babeczki, deski serów, świeże chrupiące warzywa z sosami, słodycze, owoce oraz napoje alkoholowe i bezalkoholowe. Wszystko w ilościach pozwalających każdemu z gości spróbować każdej potrawy. W ubiegłym roku zachwyciły mnie polędwiczki, w tym roku najbardziej smakowała mi kaczka. Zestawienie jabłek i żurawiny do kaczki pasuje idealnie.
Mam nadzieję, że tradycja kończenia roku akademickiego w tak uroczystej formie będzie kontynuowana w następnych latach. 










niedziela, 8 lipca 2012

Na upały... zupa owocowa


Tropikalne upały nie odpuszczają. Pić chce się prawie cały czas, za to kompletnie nie mam apetytu. Na myśl o ciepłym posiłku oblewają mnie siódme poty. Pomyślałam więc o chłodnym obiedzie, który w dodatku nawodni trochę organizm. Zupa! Na skwar najlepszy jest chłodnik lub zupa owocowa. Chłodnik uwielbiam, a najlepszy jaki jadłam robi mój teść. Natomiast do zupy owocowej nie jestem przekonana. W moim domu rodzinnym się jej nie jadło i dla mnie to kompot z kluskami. Natomiast takie zupy uwielbia mój mąż, więc latem często robimy jabłkową lub wiśniową. Poza właściwościami chłodzącymi taka zupa ma jeszcze dodatkową zaletę - robi się ją szybko i prosto.
Owoce (1,5 - 2 kg) należy ugotować do miękkości, następnie odsączyć z wody i przetrzeć przez sitko z powrotem do wody, w której się gotowały. Doprawić cukrem do smaku i zagotować. Do jabłek dodać laskę cynamonu i kilka goździków. Podawać po schłodzeniu z makaronem np. z świderkami lub muszelkami. Do zupy wiśniowej można dodać śmietanę.

Zupa jabłkowa

sobota, 7 lipca 2012

Smaki dzieciństwa: mleczny koktajl z owocami


Koktajle mleczne bezapelacyjnie kojarzą mi się z dzeciństwem. Kiedy byłam mała po ubrania i buty jeździłam z mamą do "Smyka" - tego przy ul. Kruczej. Ale nie był to ten sam "Smyk" co dziś. Wnętrze było urządzone w sposób przemyślany i przyjazny dla dzieci. Wszystko było w drewnie malowanym w rozmaite kolory. Był fryzjer dla dzieci i barek, w którym mama zawsze kupowała mi koktajl, świeżo przyrządzany na miejscu. Pamiętam, że mama często robiła też w domu rozmaile napoje mleczne z sezonowymi owocami, najczęściej truskawkami, dla mnie i dla siostry.
Wiele lat później ponownie odkryłam smak mlecznych koktajli. Przy ul. Hożej znajdowała się kawiarnia - jedno z pierwszych modnych w ostatnich czasach plastikowych miejsc - nie pamiętam nazwy, ale pamiętam serwowany tam napój o nazwie Very Berry. Był fantastyczny, na mleku, z owocami leśnymi, ale także z dodatkiem soku z cytrusów. Niesamowite zestawienie. Teraz najchętniej chadzam na Skwer Hoovera do "Skweru" na pyszne smoothies na mleku. Najbardziej lubię egzotyczny. Zimny, orzeźwiający, idealny na taki upał jak dziś.
Jednak najbardziej smakują mi koktajle, które sama przygotowuję w domu. Wystarczą świeże owoce np. truskawki, maliny, jagody czy poziomki i mleko lub jogurt naturalny. Jeśli ktoś woli słodsze napoje to można posłodzić cukrem lub miodem i wszystko razem zmiksować. Pycha!

Koktajl poziomkowy

Koktajl malinowy

niedziela, 1 lipca 2012

Euro 2012 od kuchni


Dziś w Kijowie finał Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej UEFA Euro 2012. Przez trzy tygodnie niemal cała Polska fascynowała się futbolem, natomiast fakt, że nasz kraj był współorganizatorem tej imprezy sprawił, że Euro widoczne było nie tylko w telewizyjnych relacjach ze stadionów, na ulicach polskich miast czy w reklamach, lecz trafiło także do kuchni - po pierwsze za sprawą sponsorów związanych z branżą kulinarną jak Coca Cola, McDonald's czy nasz krajowy Wedel, po drugie zaś wiele firm postanowiło wypromować swoje produkty przy okazji tej imprezy sportowej.

Stoisko z produktami Wedla

I tak mieliśmy bułeczki w kształcie piłek:

Futbolowe bułeczki

a także całą gamę produktów spożywczych, które przyozdobiły swoje etykiety lub dostosowały nazwy do piłkarskiego święta jak np. kabanosy, serki czy nawet soczki jednodniowe z marchwi z piłkami na etykietce czy Jogurt Mistrzów jednej z firm mleczarskich.

Przekąski idealne na mecz przed telewizorem

Także witryny wielu sklepów miały w ostatnim czasie specjalny wystrój na Euro.

Witryna Delikatesów przy Nowym Świecie
Piekarnia Nowakowski  przy ul. Żelaznej

Spotkałam się z wieloma przeciwnikami promowania się przez firmy spożywcze i nie tylko w ten sposób. Ludzie mówili, że mają przesyt piłki nożnej, bo gdzie się nie obejrzeć tam widać motywy piłkarskie. Mi się podobało. Pomijając fakt, że przecież każdy chciał przy okazji Euro zarobić, to niektórzy byli na prawdę pomysłowi. Moja ulubiona aranżacja to piłkarski afisz Piekarni Nowakowski.
Następną okazją do promocji będą przyszłoroczne Mistrzostwa Europy w Piłce Siatkowej Mężczyzn, których współorganizatorem również jest Polska. Ciekawa jestem czy będzie im towarzyszył podobny rozmach jak przy okazji Euro 2012.